niedziela, 24 listopada 2013

Czy tylko chłopcy są dobrymi kierowcami?

Często słyszymy, że piłka nożna to nie sport dla dziewcząt, że obiad powinna gotować żona, a mąż powinien utrzymywać dom i rodzinę. W niektórych przedszkolach są kąciki tematyczne dla chłopców i dziewczynek - oni mają budować tory kolejowe i ścigać się po niewidzialnych torach F1, a one wozić w wózkach lalki i gotować "na niby" obiad... Udzielają nam się opinie, że dziewczynki powinny być grzeczne i dobrze się uczyć, a chłopcy mogą chodzić po drzewach. Literatura od lat podsuwa nam dziewczynki, które pokonują chłopców w różnych "męskich zajęciach" albo drą spódniczki chodząc po drzewach czy płotach - postacie te licznie występują w twórczości Astrid Lindgren. Między innymi z tego powodu jej powieści były licznie krytykowane za brak wartości literackich. Bo przecież budowanie wiary w siebie, w dziecięcą moc i wyobraźnię, realizacja marzeń są nie do pomyślenia :)
Na mojej półce już od dłuższego czasu stoi dumnie "Lalka Williama" autorstwa Charlotte Zolotow. Jest to wzruszająca historia o chłopcu, który marzy o posiadaniu lalki. Pomimo, że dostaje inne zabawki - "chłopięce", nadal marzy o lalce. Nie potrafi tego zrozumieć jego tata ani jego koledzy, którzy wyśmiewają się z marzenia Williama. Jest jednak ktoś, kto rozumie potrzeby chłopca i kupuje mu piękną lalkę-dzidziusia. To jego babcia, która tłumaczy tacie Williama, że lalka jest chłopcu potrzebna, gdyż  "kiedyś będzie tatą (...) i dzięki niej będzie umiał się opiekować swoim dzieckiem, karmić je, kochać i dawać mu to, czego potrzebuje (...)". Historia wzrusza, nawet do łez, ale przede wszystkim w prosty sposób burzy granicę między tym co "dziewczęce" i "chłopięce", mówi o tym, by nie wstydzić się swoich marzeń. To mądra historia, nie tylko dla dzieci, ale przede wszystkim dla dorosłych, bo to my-dorośli klasyfikujemy, szufladkujemy i tworzymy bariery i granice. Historia Williama przypomina, że to nie wstyd mieć marzenia i je spełniać. Bądźmy zatem mądrymi rodzicami, nauczycielami, pedagogami, dorosłymi i pozwólmy dziewczynkom bawić się wyścigówkami, a chłopcom ugotować obiad.


PS. Cieszę się bardzo, że moi rodzice tę mądrość mieli. Dzięki nim mogłam do woli bawić się resorakami i sterowanymi autami, budowałam z Lego i oglądałam Cubasę. Miałam też lalki Barbie, ale przede wszystkim miałam możliwość wyboru. Te doświadczenia przeniosłam na własne dziecko - nie pytajcie proszę, ile kucyków Pony ma mój syn ;)
PS.2. Książkę można kupić TUTAJ, za 10 złotych :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz